Zbliżali się do stolicy. Ogromne miasto, zbudowane na podstawie foremnego pięciokąta, wpisanego w okrąg fosy. Po środku każdego boku była brama ze zwodzonym mostem oraz na każdym jego wierzchołku okrągła kamienna baszta, z oblężniczym sprzętem. Poza pięcioma głównymi ulicami, wiodącymi od bram do potężnie ufortyfikowanej twierdzy w centrum miasta, reszta uliczek była wąska i kręta, że niekiedy ciężko było nawet przejechać wozem. Był to zamysł architektów, dzięki czemu łatwiej można było się bronić w centrum miasta, przed wrogiem, który przedarłby się przez mury. Zewsząd na ogromne targowisko zjeżdżali się rozmaici kupcy, ze swoimi towarami. Jedwab z dalekowschodnich, zamorskich krain, czy rozmaite przyprawy. Szoszoińskie magiczne zioła, czy bawole skóry. Wszystko, czego dusza zapragnie można było tutaj kupić… za odpowiednio wysoką opłatą rzecz jasna. W centrum kwitły rozmaite gildie, od sztuk magicznych, poprzez rzemieślnicze aż do kupieckich. Sława ich cały kraj obiegała i zewsząd zjeżdżała się młodzież, aby przystąpić do kwalifikacyjnych egzaminów. Część z nich jednak, nie nadając się, wracała do domu, bądź też zostawali w stolicy szukając innego zajęcia. W cechach i gildiach pracę mogli znaleźć jedynie najlepsi. Nasi podróżnicy zbliżali się do północno-wschodniej bramy. W oczy raziło ich słońce, odbijające się od ogromnych, murów okalających miasto, zbudowanych z twardego, białego granitu, wydobywanego w kamieniołomie u podnóża Vet Zachodnich. Podjechali pod mury, bacznie obserwowani przez gwardzistów na murach. Po okazaniu dokumentów wpuszczono ich do miasta. Szli ulicą kolorową, nazwaną tak nie bez powodu, jako że każda z kamienic wyglądała zupełnie inaczej i była pomalowana w inny sposób. Głównym tego powodem była mnogość rozmaitych karczm, restauracji i pubów, które się tu znajdowały. Nie zatrzymali się tu jednak, z powodów materialnych. Ceny były obłędne. Udali się zatem do samego centrum miasta, do budynku gildii kupców, których to zlecenie wypełnili. Budynek gildii przypominał trochę świątynie. Cały zbudowany z piaskowca i wsparty na wykończonych złotem kolumnach. Weszli do środka i znaleźli pokój zarządcy. Ten powitał ich z uśmiechem
- Ach ! Czyż to nie moi dzielni wojownicy? – zapytał uradowany
- Witamy, zadanie zostało wykonane, oto głowa stwora, którego zleciłeś ubić, jako dowód. – Rzekł Daniel
- Trochę przegniła w słońcu, ale wciąż da się ją rozpoznać! – Dorzucił Artur z uśmiechem, po czym oberwał od Daniela kuksańca między żebra z krótkim, rzuconym przez zęby: ” Zamknij się”, co spotkało się z cichym, protestującym jękiem Artura i tłumionym śmiechem towarzyszącego im Juana.
- Zapłata jest do odebrania w kasie waszej gildii. Pospieszcie się, bo na mieście was już szukają, ktoś płaci grube pieniądze za zlecenie i nie chce nikogo innego jak was, dziwna sprawa. No, ja wracam do swoich obowiązków, wybaczcie…
- Dziękujemy, miło się z panem robi interesy. Żegnam – Powiedział Daniel i wyszli z gmachu…
