08
mar
10

Meeting

Na dworze było już mroźno, wiec mężczyzna opatulił się szczelniej płaszczem. Nie miał pojęcia ile czasu już jechał, godzina, może dwie, wnioskując po wysokości księżyca jeszcze nie minęła północ, gdy dotarł do podnóża góry Šeryya. W karczmie usłyszał, że grasuje tutaj potwór, pożerający rolnikom bydło a i niekiedy nieszczęsnych podróżnych, którzy nieszczęśni przejeżdżali nieopodal podczas jego łowów. Po lasach co prawda grasują większe drapieżniki, jak niedźwiedzie, lecz na te polują sami wieśniacy, dla ich mięsa i tłuszczu wykorzystywanego w kuchni i medycynie. Miał pewne podejrzenia co do sprawcy, trop był nietypowy i wiódł do jednej z jaskiń. Byc może przypałętała się tutaj Księżycowa Zmora, które zwykle siedlą się daleko w wysokich i trudno dostępnych partiach Vet. Z Jego rozmyślań wyrwało go rżenie koni, przywiązanych zaraz przed jaskinią. – Co za cholera tu się szwęda. – powiedział pod nosem i zsiadł z wierzchowca. Z torby u pasa wyjął niewielki flakonik wypełniony tajemniczą cieczą, po czym wypił jego zawartość. Po jego minie wywnioskować było można, że płyn był okropny w smaku, lecz jego źrenice wydłużyły się, jak u kota dzięki czemu lepiej mogły wychwycić nawet najmniejsze odbicie światła. Dobył miecz powoli zbliżając się do wejścia jaskini. Przed wejściem przystanął nasłuchując. Ze środka słychac było odgłosy walki oraz ryk rozjuszonej bestii. Czym prędzej wbiegł do środka. Dwóch mężczyzn zaciekle walczyło ze Zmorą. Jeden z nich ugodził Zmorę ostrzem w pierś, jednak nie zabił i ta w wściekłości powaliła go na ziemię. Już miała zadac mężczyźnie cios, lecz ten przewrócił się na bok i przeczołgując pod nią znalazł się za plecami. Drugi z nich w tym czasie zarzucił na nią siatkę ze srebrnej włóczki i wypalił z dubeltówki. Zmora zachwiała się, lecz wraz ze sobą postanowiła zabrac pierwszego mężczyznę ostatniek sił rzucając się na niego z zębami. Postac, która od pewnego czasu przyglądała się lekko zdumiała starciu wyciągnęła rękę, na której widniał smoczy tatuaż i wypowiedziała słowa:” Siekti gero sielos vergais pavėsyje vardas!”. Zmora w ostatniej konwulsji osunęła się na ziemię, nie czyniąc szkody. Wszyscy oddychali głęboko, patrząc po sobie.

-Kimże jesteś, tajemniczy wybawco? – Zapytał niższy z mężczyzn nieznajomego.

-Zależy o co mnie pytasz, jeśli o profesję to można rzecz wędrownym bardem. – Odparł tamten-

-Nie często spotyka się tak uzbrojonego barda, który w dodatku zna pradawne słowa. -Rzekł drugi patrząc podejrzliwie.

-Przestańcież towarzyszu, uratował twe życie… – Powierział pierwszy do tamtego po czym kontynuował- Wybacz jego maniery nieznajomy, jest przewrażliwiony na punkcie ostrożności. Nazywam się Daniel Saryoni, a to…-wskazał na swojego towarzysza.- Artur von Schwarz, mój przyjaciel. – tamten skłonił  niechętnie głowę- Jak brzmi Twe imię?

- Zwę się Samir, a dokładniej Juan Samirovic el Guevara de Vetonia, dla przyjaciół Juan. Co robiliście w tak niebezpiecznym miejscu, mogliście zginąc! – Rzekł z nieukrywanym wyrzutem.

- Polowaliśmy na tą zmorę już od tygodnia, pewien kupiec wyznaczył przyzwoitą sumę dla tego, który przyniesie głowę stwora. – Powiedział Artur po czym dodał – Jeżeli wybaczysz, to udam się go jej pozbawić - Odwrócił się na pięcie i wrócił do jaskini.

- Łowcy głów, mogłem się domyślec – Powiedział Juan lekko zniesmaczony.

-Daniel odparł na to z uśmiechem - Łowimy jedynie stworzenia zagrażające ludziom, na samych ludzi zleceń nie przyjmujemy, jak jacyś nędzni najemnicy.

-Ciekawe… – Powiedział Juan w zamyśleniu- Sądząc po waszym wieku, toście dopiero co stali się mężami, lecz po walce, że nie ma w niej młodzieńczego szaleństwa. Dawno nie spotkałem takich osób – Po czym dodał w myślach:” żeby w takim wieku, niejedno już przejśc musieli”- Dokąd teraz się udacie?

Z Jaskini wyszedł Artur niosąc w prawej ręce ociekający czarną krwią worek.

- Na południe, odebrac nagrodę w Stowarzyszeniu Kupieckim w Lene.

-Również zmierzam w te strony, odwiedzic starego przyjaciela. Droga daleka i niebezpieczeństwa liczne, nie będzie wam przeszkadzac kolejny towarzysz?

-No to na koń, panowie, bo nam się głowa zepsuje jak będziemy gadac zamiast jechac. – Odparł wesoło Daniel dosiadając wierzchowca.


0 Odpowiedzi do “Meeting”



  1. Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Proszę czytac od najstarszych wpisów (początek)

K a l e n d a r z

Marzec 2010
P W Ś C P S N
    kwi »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

R o z d z i a ł y


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.